- No słucham?- Byłem ciekawy, a za razem zdenerwowany.
- Rozwodzimy się z mamą.- Chciałem ukryć emocje, łzy leciały Mi po polikach.
Rozłączyłem telefon, po czym rzuciłem go o ścianę. Położyłem się na prawą stronę, nawet nie zauważyłem że jest północ. Czas upływał, a pudełko chusteczek się kończyło, spojrzałem na zegarek. Nie mogłem uwierzyć minęło sześć godzin, wstałem z łóżka po kolejną paczkę chusteczek.
- Gdzie one są?- Szukałem po szafkach w kuchni pudełka chusteczek.- Są.- wyciągnąłem z szafki chusteczki, po drodze do pokoju nalałem sobie soku. Zobaczyłem cztery nieodebrane połączenie od Justin'a.
- Cześć, Kuba z tej strony. Jak odsłuchasz tą wiadomość, to zadzwoń.- Włączyła się poczta głosowa, nagrałem wiadomość, po czym położyłem telefon na półce. Wziąłem łyk soku z lodem. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu.
- Hallo?- Przyłożyłem głośnik do ucha.
- Co się nie odzywasz?- Zapytał Mnie Justin.
- A szkoda gadać.- Chciałem w jakiś sposób ukryć emocje.
- Mam czas.- Ciekawość Justin'a nie znała granic.
- To nie rozmowa na telefon.- Powiedziałem mu stanowczo.
- Za parę minut będę u Ciebie.- Justin zakończył rozmowę, położyłem telefon na łóżku. Z dołu usłyszałem pukanie. Spojrzałem na zegarek.
- Dosłownie parę minut.- Gadałem sam do Siebie.
Otworzyłem okno.
- Otwarte.- Wydarłem się do Justin'a. Drzwi od mojego pokoju się uchyliły, wszedł do niego Justin po czym usiadł na łóżku.
- Teraz mów, co się stało?- Spojrzał na Mnie. Usiadłem na krześle.
- Moi rodzice się rozwodzą.- Opuścił głowę.
- Co? Ale czemu?.- Justin, obsypał Mnie pytaniami.
- Nie wiem.- Siedziałem z głową opuszczoną na dół. Czułem na Sobie wzrok Justin'a.- Idziemy na Shake?- Chciałem użyć każdego sposobu aby tylko zapomnieć o rozwodzie rodziców.
- No jasne.- Justin zarzucił na siebie kurtkę, po czym włożył ręce do rękawów.
Wstałem z krzesła, włożyłem telefon do kieszeni, ubrałem na Siebie kurtkę. Razem z Justinem ubraliśmy buty.
- Wychodzę!- Wziąłem klucze które leży na półce koło drzwi, uchyliłem drzwi, razem z Bieber'em wyszedłem z domu.
- A jak tam twoje sprawy z Debby?- Zaskoczył Mnie tym pytaniem Justin.
- A jak ma być?- Spojrzałem na niego.
- No jesteście razem?- Jego pytania coraz bardziej Mnie zaskakiwały.
- Nie, nie jesteśmy.- Zaśmiałem się.
- To dobrze.- Pewnie nie wiedział co mówi.
- Słucham?- Zatrzymałem się.
- To znaczy..- Sam nie wiedział co ma mówić.
- Zaraz, zaraz... Ciągle się wypytujesz o nią, a teraz " to dobrze ".- Patrzyłem na niego.- Podoba Ci się, no jasne że tak!- Ruszyłem w stronę Mc' donald'u.
__
Dzisiaj znowu się nie rozpisałem, dziękuję za miłe komentarze. ♥
Dzisiaj (5.01.12) przy każdym tweecie piszecie " POLAND NEEDS KIDRAUHL! ". Tylko nie spamujecie!
Obiecałem @madeinswag że zareklamuje jej bloga: zapraszam: > blog <
Podoba się? Pisać dalej?
Aha, przepraszam że tak długo, ale szkoła.
czwartek, 5 stycznia 2012
sobota, 31 grudnia 2011
Rozdział drugi.
- Wróciłem.- Po wejściu do domu, powiadomiłem mamę o moim powrocie.
- Dzień dobry Pattie.- Zdziwiłem się gdy zobaczyłem mamę Bieber'a u nas, dawno jej tutaj nie było.
Wziąłem szklankę soku, oraz ciastko. Ruszyłem w stronę drzwi do pokoju. Usiadłem na łóżku, sięgnąłem po telefon, wybrałem numer Debby.
- Debby?- Ten głos, nie był podobny do niej.
- Tak.- Odpowiedziała, zaniepokojona.- Kuba?- Jej głos się poprawiał.
- Tak, to ja.- Potwierdziłem.- Masz ochotę na lody?
- Jasne.- Słyszałem w jej głosie, że humor się poprawił.
- Za chwilę będę u Ciebie.- Rozłączyłem się, wziąłem kurtkę do ręki, zszedłem na dół.
- Mamo, idę z Debby na lody.- Ubrałem buty.
- Do widzenia Pattie.- Wybiegłem z domu.
Dom Debby był na przeciwko, widziałem jak drzwi od jej domu powoli się uchylają, uśmiechnąłem się.
- Witam.- Przytuliłem się na powitanie.
- Hah. Cześć.- Zaśmiała się.- Idziemy?- Spytała.
- No jasne.- Ruszyłem ku lodziarni, jak zwykle całą drogę przegadaliśmy, pośmieliśmy się.
- Jakie chcesz?- Staliśmy przy półce gdzie były wyłożone różne smaki lodów.
- Ty Mi wybierz.- Puściła Mi oczko.
- Poproszę dwie gałki o smaku karmelu, na osobnym waflu.- Położyłem pieniądze na bladzie, wziąłem lody od sprzedawcy.
- Proszę.- Dałem Debby lody do ręki.
- Idziemy się przejść?- Spojrzałem na dziewczynę, po czym na kino które znajdowało się na przeciwko.
- Leci coś fajnego?- Spojrzała na Mnie.
- Się zobaczy.- Ruszyłem w stronę kina.
Weszliśmy do środka kina, spojrzeliśmy na spis.
- paranormal activity 3?- Pokazałem palcem na reklamę.- Za 20 minut leci, idziemy?.- Spojrzałem na nią.
- Ale nie myśl że będzie jak w filmach, chłopak bierze dziewczynę na horror, a ona potem się do niego tuli.- Zaśmiała się kpiąco.
Uśmiechnął się, po czym kupiłem bilety.
- Budynek B, sala 16.- Szukałem danych, które znajdowały się na bilecie. Weszliśmy w dany budynek, skasowaliśmy bilety, usiedliśmy w fotelach, założyliśmy okulary 3D. I czekaliśmy na film.
- No wreszcie.- Na ekranie pojawiało się czarne tło, na którym pojawił się napis z tytułem filmu.
W pewnym momencie Debby przytuliła się do Mnie.
- Jak w filmie.- Spojrzałem na nią, po czym się uśmiechnąłem.
Do końca filmu, głowę miała opartą o moje ramię, a ręce obejmowały moje ciało. Film doszedł końca, Debby Mnie puściła. Wyszliśmy z kina.
- Zimno tu.- Spojrzała na Mnie, po czym ja zdjąłem swoją kurtkę, i jej dałem.
- A teraz?
- Teraz nie.- Debby opuściła głowę, widocznie było jej głupio.
Droga powrotna szybko minęła, staliśmy przed jej drzwiami, nie wiem na co czekałem.
- Do jutra.- Przytuliłem się do niej, po czym ruszyłem ku domu.
- A kurtka?- Zdjęła z siebie. Wróciłem wziąłem ją do ręki, uśmiechnąłem się.
Z tego że mój dom znajdował się na przeciwko, to droga do domu zajęła parę sekund.
- Kuba?- Usłyszałem głos mamy z sypialni.
Poszedłem do sypialni mamy.
- Tata jeszcze nie wrócił?- Spojrzałem na puste miejsce w łóżku koło mamy.
- Dzwonił, jego delegacja przedłużyła się o tydzień.- Odłożyła telefon na swoje miejsce.
- Jak zawsze.- Odwróciłem się, po czym zrobiłem parę kroków do pokoju.
Nagle zadzwonił mój telefon.
- Hallo?- To był mój tata, poznałem po głosie.- Tata?
- Muszę Ci coś wyznać.- Czułem w jego głosie, że będzie to zła wiadomość dla Mnie.
__
Pojawiła się nowy bohater Pattie, w jej imieniu znajduje się zdjęcie.
Jak podoba się rozdział? Pisać następny?
Myślę że się podoba.
Happy New Year everyone <3.
- Dzień dobry Pattie.- Zdziwiłem się gdy zobaczyłem mamę Bieber'a u nas, dawno jej tutaj nie było.
Wziąłem szklankę soku, oraz ciastko. Ruszyłem w stronę drzwi do pokoju. Usiadłem na łóżku, sięgnąłem po telefon, wybrałem numer Debby.
- Debby?- Ten głos, nie był podobny do niej.
- Tak.- Odpowiedziała, zaniepokojona.- Kuba?- Jej głos się poprawiał.
- Tak, to ja.- Potwierdziłem.- Masz ochotę na lody?
- Jasne.- Słyszałem w jej głosie, że humor się poprawił.
- Za chwilę będę u Ciebie.- Rozłączyłem się, wziąłem kurtkę do ręki, zszedłem na dół.
- Mamo, idę z Debby na lody.- Ubrałem buty.
- Do widzenia Pattie.- Wybiegłem z domu.
Dom Debby był na przeciwko, widziałem jak drzwi od jej domu powoli się uchylają, uśmiechnąłem się.
- Witam.- Przytuliłem się na powitanie.
- Hah. Cześć.- Zaśmiała się.- Idziemy?- Spytała.
- No jasne.- Ruszyłem ku lodziarni, jak zwykle całą drogę przegadaliśmy, pośmieliśmy się.
- Jakie chcesz?- Staliśmy przy półce gdzie były wyłożone różne smaki lodów.
- Ty Mi wybierz.- Puściła Mi oczko.
- Poproszę dwie gałki o smaku karmelu, na osobnym waflu.- Położyłem pieniądze na bladzie, wziąłem lody od sprzedawcy.
- Proszę.- Dałem Debby lody do ręki.
- Idziemy się przejść?- Spojrzałem na dziewczynę, po czym na kino które znajdowało się na przeciwko.
- Leci coś fajnego?- Spojrzała na Mnie.
- Się zobaczy.- Ruszyłem w stronę kina.
Weszliśmy do środka kina, spojrzeliśmy na spis.
- paranormal activity 3?- Pokazałem palcem na reklamę.- Za 20 minut leci, idziemy?.- Spojrzałem na nią.
- Ale nie myśl że będzie jak w filmach, chłopak bierze dziewczynę na horror, a ona potem się do niego tuli.- Zaśmiała się kpiąco.
Uśmiechnął się, po czym kupiłem bilety.
- Budynek B, sala 16.- Szukałem danych, które znajdowały się na bilecie. Weszliśmy w dany budynek, skasowaliśmy bilety, usiedliśmy w fotelach, założyliśmy okulary 3D. I czekaliśmy na film.
- No wreszcie.- Na ekranie pojawiało się czarne tło, na którym pojawił się napis z tytułem filmu.
W pewnym momencie Debby przytuliła się do Mnie.
- Jak w filmie.- Spojrzałem na nią, po czym się uśmiechnąłem.
Do końca filmu, głowę miała opartą o moje ramię, a ręce obejmowały moje ciało. Film doszedł końca, Debby Mnie puściła. Wyszliśmy z kina.
- Zimno tu.- Spojrzała na Mnie, po czym ja zdjąłem swoją kurtkę, i jej dałem.
- A teraz?
- Teraz nie.- Debby opuściła głowę, widocznie było jej głupio.
Droga powrotna szybko minęła, staliśmy przed jej drzwiami, nie wiem na co czekałem.
- Do jutra.- Przytuliłem się do niej, po czym ruszyłem ku domu.
- A kurtka?- Zdjęła z siebie. Wróciłem wziąłem ją do ręki, uśmiechnąłem się.
Z tego że mój dom znajdował się na przeciwko, to droga do domu zajęła parę sekund.
- Kuba?- Usłyszałem głos mamy z sypialni.
Poszedłem do sypialni mamy.
- Tata jeszcze nie wrócił?- Spojrzałem na puste miejsce w łóżku koło mamy.
- Dzwonił, jego delegacja przedłużyła się o tydzień.- Odłożyła telefon na swoje miejsce.
- Jak zawsze.- Odwróciłem się, po czym zrobiłem parę kroków do pokoju.
Nagle zadzwonił mój telefon.
- Hallo?- To był mój tata, poznałem po głosie.- Tata?
- Muszę Ci coś wyznać.- Czułem w jego głosie, że będzie to zła wiadomość dla Mnie.
__
Pojawiła się nowy bohater Pattie, w jej imieniu znajduje się zdjęcie.
Jak podoba się rozdział? Pisać następny?
Myślę że się podoba.
Happy New Year everyone <3.
piątek, 30 grudnia 2011
Rozdział pierwszy.
Obudził Mnie dźwięk budzika, który rozmieszczał się po całym pokoju. Dałem na niego rękę, i zrzuciłem na ziemie. Był weekend, chciałem pospać dłużej. Odblokowałem telefon.
- Sms od Bieber'a.- Szepnąłem sam do siebie.
" Kuba nie zapomnij że dziś idziemy na pizze "
Na śmierć zapomniałem. Zerwałem się do łazienki, przemyłem twarz, umyłem zęby, ubrałem coś na siebie.
- Cześć mamo.- Nalałem szklankę soku, wziąłem łyk.
- Co chcesz na śniadanie?.- Zaciekawiona mama, przerwała swoją czynność.
- Nie, dziś nic. Idę na pizze z Justin'em.- Ubrałem buty, nadusiłem klamkę po czym wybiegłem z domu. Spojrzałem na zegarek, wiedziałem że się spóźniłem.
- Cześć.- Przybiłem mu pionę.
- Siema.- Uśmiechnął się, zrobił to samo.
- Tą co zawsze?.- Wziąłem menu do ręki.
- Może być.- Machnął ręką, po czym przy naszym stoliku stał kelner.
- To co zawsze, plus dwie cole z lodem.- Patrzyłem na rękę kelnera, która zapisywała każde moje zdanie.
Rozmawialiśmy cały czas. Nawet się nie zorientowaliśmy że pizza leży na stoliku.
- Smacznego.- Wziąłem kawałek na swój talerz, polałem ketchup'em, po czym go ugryzłem.
- Nawzajem.- Justin zrobił to samo.
Kawałków na talerzu było coraz mniej, znikały w okamgnieniu. Wziąłem łyk coli.
- To gdzie teraz idziemy?.- Spytałem Bieber'a.
- Na shake?.- Spojrzał na stoisko, które stało koło pizzerni.
- No jasne.- Wstałem, po czym ruszyłem ku drzwi.
Staliśmy już przy stoisku, zamówiłem dwa shake o tym samym smaku, zapłaciłem.
- Proszę.- Wręczyłem Justin'owi do ręki jego shake.
- Dziękuję.- Wziął słomkę do ust, ruszył w stronę parku. Poszedłem za nim.
Usiedliśmy na ławce.
- Debby!- Rozpoznałem tą twarz z daleka. Kiedy przyjaciółka podeszła, przytuliłem się do niej.
- Co tam?- Usiadła po środku, Mnie a Justin'a.
- Po staremu. A ty kiedy wróciłaś?- Spojrzałem na nią.
- Dzisiaj, rano.- Wstała.- Ale ja muszę lecieć.- Pożegnała się.- Do zobaczenia Kuba, cześć Justin.- Debby zniknęła w blasku światła które przebijało się przez drzewa.
Spojrzałem na puste pudełko, w którym wcześniej był Mój shake. Wyrzuciłem go do kosza. Justin wstał, i dróżką pełną kamyków ruszył w stronę domu.
- A gdzie ona dokładnie była?- Justin wziął jeden kamyk, po czym rzucił go w dal.
- W Atlancie, a po co, to nie wiem.- Bieber ponowił swoją czynność.
Wyszliśmy na uliczkę, gdzie znajdował się teatr.
- Pamiętasz jak tu grałeś?- Spojrzałem na schody, teraz grała tam inna młoda osoba. Ale kiedyś on tam grał. Nagle Justin stanął, i zaczął ją obserwować, kiedy skończyła grać, podszedł i wrzucił do jej kufra pieniądze.
Po jego minie było widać jak wspomnienia wracały.
___
Srr. że tak krótko, ale po prostu weny nie mam. Dziękuję za ten " spam " w komentarzach hah <3.
Aha. Jak u góry pisze imię " Debby " kliknijcie w nie, otworzy wam się w nowej karcie zdjęcie bohaterki.
Podoba się? Chcecie drugi?
- Sms od Bieber'a.- Szepnąłem sam do siebie.
" Kuba nie zapomnij że dziś idziemy na pizze "
Na śmierć zapomniałem. Zerwałem się do łazienki, przemyłem twarz, umyłem zęby, ubrałem coś na siebie.
- Cześć mamo.- Nalałem szklankę soku, wziąłem łyk.
- Co chcesz na śniadanie?.- Zaciekawiona mama, przerwała swoją czynność.
- Nie, dziś nic. Idę na pizze z Justin'em.- Ubrałem buty, nadusiłem klamkę po czym wybiegłem z domu. Spojrzałem na zegarek, wiedziałem że się spóźniłem.
- Cześć.- Przybiłem mu pionę.
- Siema.- Uśmiechnął się, zrobił to samo.
- Tą co zawsze?.- Wziąłem menu do ręki.
- Może być.- Machnął ręką, po czym przy naszym stoliku stał kelner.
- To co zawsze, plus dwie cole z lodem.- Patrzyłem na rękę kelnera, która zapisywała każde moje zdanie.
Rozmawialiśmy cały czas. Nawet się nie zorientowaliśmy że pizza leży na stoliku.
- Smacznego.- Wziąłem kawałek na swój talerz, polałem ketchup'em, po czym go ugryzłem.
- Nawzajem.- Justin zrobił to samo.
Kawałków na talerzu było coraz mniej, znikały w okamgnieniu. Wziąłem łyk coli.
- To gdzie teraz idziemy?.- Spytałem Bieber'a.
- Na shake?.- Spojrzał na stoisko, które stało koło pizzerni.
- No jasne.- Wstałem, po czym ruszyłem ku drzwi.
Staliśmy już przy stoisku, zamówiłem dwa shake o tym samym smaku, zapłaciłem.
- Proszę.- Wręczyłem Justin'owi do ręki jego shake.
- Dziękuję.- Wziął słomkę do ust, ruszył w stronę parku. Poszedłem za nim.
Usiedliśmy na ławce.
- Debby!- Rozpoznałem tą twarz z daleka. Kiedy przyjaciółka podeszła, przytuliłem się do niej.
- Co tam?- Usiadła po środku, Mnie a Justin'a.
- Po staremu. A ty kiedy wróciłaś?- Spojrzałem na nią.
- Dzisiaj, rano.- Wstała.- Ale ja muszę lecieć.- Pożegnała się.- Do zobaczenia Kuba, cześć Justin.- Debby zniknęła w blasku światła które przebijało się przez drzewa.
Spojrzałem na puste pudełko, w którym wcześniej był Mój shake. Wyrzuciłem go do kosza. Justin wstał, i dróżką pełną kamyków ruszył w stronę domu.
- A gdzie ona dokładnie była?- Justin wziął jeden kamyk, po czym rzucił go w dal.
- W Atlancie, a po co, to nie wiem.- Bieber ponowił swoją czynność.
Wyszliśmy na uliczkę, gdzie znajdował się teatr.
- Pamiętasz jak tu grałeś?- Spojrzałem na schody, teraz grała tam inna młoda osoba. Ale kiedyś on tam grał. Nagle Justin stanął, i zaczął ją obserwować, kiedy skończyła grać, podszedł i wrzucił do jej kufra pieniądze.
Po jego minie było widać jak wspomnienia wracały.
___
Srr. że tak krótko, ale po prostu weny nie mam. Dziękuję za ten " spam " w komentarzach hah <3.
Aha. Jak u góry pisze imię " Debby " kliknijcie w nie, otworzy wam się w nowej karcie zdjęcie bohaterki.
Podoba się? Chcecie drugi?
czwartek, 29 grudnia 2011
Prolog.
Obudził Mnie dźwięk budzika, położyłem na nim rękę i zrzuciłem go na ziemię. Była sobota, myślałem że sobie pośpię.
Kuba nie zapomnij że dziś idziemy na pizze!
Na śmierć zapomniałem o " przyjacielskim spotkaniu " z Justinem. Zerwałem się do łazienki, umyłem zęby, ogarnąłem włosy, ubrałem coś na siebie.
- Cześć mamo.- Nalałem szklankę soku, zrobiłem łyk.
- Co chcesz na śniadanie?.- Spytała mama.
- Nie, dziś nic. Idę na pizze z Bieber'em.- Odpowiedziałem po czym ubrałem buty, i wybiegłem z domu.
- Pa.- Zaśmiała się mama, po czym opuściła głowę i wróciła do swojej czynności.
Wbiegłem na uliczkę gdzie znajdowała się pizzernia. Spojrzałem na zegarek.
- Cześć.- Przybiłem Bieber'owy pionę.
- Siema.- Uśmiechnął się, zrobił to samo.
Najedzeni, spacerowaliśmy po Stanford. Just jak zwykle musiał pokazać swoje dobre serce, staliśmy przed teatrem, na którym kiedyś grał, pamiętam go, małego Biebsa który grał piosenkę Never say Never. Teraz grała tam młoda dziewczyna.
Po jego minie wiedziałem co się stało, usiedliśmy na ławce w parku.
- Co się stało?.- Spytałem lekko zaniepokojony.
____
Nie miałem weny, ale coś wymyśliłem. Sorry za szablon, ale na blogspot jeszcze nie umiem. Podoba wam się? Będzie ktoś czytać? Nie wiem czy pisać 1 rozdział.
Kuba nie zapomnij że dziś idziemy na pizze!
Na śmierć zapomniałem o " przyjacielskim spotkaniu " z Justinem. Zerwałem się do łazienki, umyłem zęby, ogarnąłem włosy, ubrałem coś na siebie.
- Cześć mamo.- Nalałem szklankę soku, zrobiłem łyk.
- Co chcesz na śniadanie?.- Spytała mama.
- Nie, dziś nic. Idę na pizze z Bieber'em.- Odpowiedziałem po czym ubrałem buty, i wybiegłem z domu.
- Pa.- Zaśmiała się mama, po czym opuściła głowę i wróciła do swojej czynności.
Wbiegłem na uliczkę gdzie znajdowała się pizzernia. Spojrzałem na zegarek.
- Cześć.- Przybiłem Bieber'owy pionę.
- Siema.- Uśmiechnął się, zrobił to samo.
Najedzeni, spacerowaliśmy po Stanford. Just jak zwykle musiał pokazać swoje dobre serce, staliśmy przed teatrem, na którym kiedyś grał, pamiętam go, małego Biebsa który grał piosenkę Never say Never. Teraz grała tam młoda dziewczyna.
Po jego minie wiedziałem co się stało, usiedliśmy na ławce w parku.
- Co się stało?.- Spytałem lekko zaniepokojony.
____
Nie miałem weny, ale coś wymyśliłem. Sorry za szablon, ale na blogspot jeszcze nie umiem. Podoba wam się? Będzie ktoś czytać? Nie wiem czy pisać 1 rozdział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)